Któregoś pięknego dnia w moje ręce wpadł film sprzedawany przez sieć Rossmana – kolor iso 400. Cena nie była mordercza (około 9zł), postanowiłem więc sprawdzić jak się spisze ten materiał na padoku.

Jako, że film był mniej czuły od Fujifilm Superia 1600 na którym pracowałem chwilę wcześniej, nie miałem już do dyspozycji tak przyjaźnie krótkich czasów jak ‘rolkę temu’. Postanowiłem jednak sprawdzić, czy dam radę ustrzelić rozbrykane kopytne szalejące po padoku. Złapałem więc za pierścień ostrości i zacząłem polowanie… Udało mi się wstrzelić w 3 zdjęcia, jedno z nich jestem w stanie przetrawić:

rozszalały źrebak

rozszalały źrebak

Zdecydowanie czeka mnie wiele pracy z ostrzeniem szybciej poruszających się obiektów ;>

W czasie, gdy młodziaki brykały radośnie, starsza część kopytnych postanowiła zaprezentować swą nieco dojrzalszą strone. Siwa o której mowa, przyszła kulturalnie się przywitać, wsadziła mi obślinioną mordę pod pachę, po czym zaczęła dostojnie pozować:

Siwa pozująca

Siwa pozująca

By nie przesadzić z ilością błękitnej krwi na zdjęciach, odrzuciła swoje ‘ślachetne’ pozy i jak na konia przystało, postanowiła się porządnie wytarzać obok rozkosznie parującej kupki:

Siwa w trakcie panierowania

Siwa w trakcie panierowania

Wrażenia z pierwszych chwil pracy z filmem ‘made for rossman’? Przy iso 400 można było spokojnie spróbować łapania ruchu na padoku. Przy lepszych warunkach oświetleniowych spróbuję podejść do tematu galopu. Będzie mi jednak potrzeba przynajmniej 1/1000 sekundy, bez stabilizacji w obiektywie boję się, że nie utrzymam nawet 1/500 w 200mm.

Wracamy do zdjęć: konie znudzone moją obecnością zaczęły robić to, co lubią najbardziej, czyli nic. Opuściłem więc senne towarzystwo i udałem się na maneż. W miarę równe światło, oraz sporo oddalone od konia elementy tła wróżyły możliwość ustrzelenia czegoś ciekawego. Oczywiście pracując na 55-200mm niezmiennie mialem problem z winietowaniem. Cóż jednak poradzić…

maneż, koń, winieta

maneż, koń, winieta

Na dobrą sprawę dopiero po 2 – 3ch dniach od odebrania materiału z labu zacząłem doceniać konkretnie tę kliszę. Pal diabli winietę, patrząc na te fotki czuję się, jakbym miał przed sobą o wiele lepiej przyprawioną potrawę, niż coś do jedzenia z elektronicznego fotofastfooda.

pod zieloną ścianą

pod zieloną ścianą

Zaczynam też coraz bardziej doceniać las w tle. Fantastycznie odcina niechciane (czasami) niebo, a jednocześnie będąc ciemniejszym od Pinia, podkreśla jego… barwę? Nie ściąga na siebie uwagi podczas oglądania zdjęć.

co z tą przysłoną?

co z tą przysłoną?

Muszę się jeszcze cały czas pilnować z przysłoną. Okrutnie cierpię nie mogąc zerknąć do exifa i podpatrzeć, co sknociłem, co mógłbym poprawić. F8. Chyba sobie to wydziaram na czole ;)

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Kiedy w końcu koń będzie miał dość i zacznie się chować na widok mnie z aparatem. Już teraz widząc, jak się zbliżam, zaczyna robić.. dziwne miny:

Pinio prezentuje uśmiech traktorzysty

Pinio prezentuje uśmiech traktorzysty

Podsumowanie: iso 400 na padoku – to chyba minimum w warunkach takich, jak tego dnia. Jak dla mnie – akceptowalna ilość ziarna. Muszę jeszcze doczytać, jak dobierać materiał do naświetlenia pod względem balansu bieli. Wszak zachmurzony dzień i słoneczny dzionek to trochę inna barwa światła. Jestem ciekaw, czy zobaczę wyraźną różnicę.

A póki co – do filmów z Rossmana z pewnością będę wracał. Jak na moje obecne potrzeby – dają radę ;)