Archiwum dla styczeń, 2010
yh… Pniowiec konie i minus piętnaście.
stycznia 25th
Czasami nijak nie potrafię wstrzelić się tak, jak powinienem. Nie wiem, czy to kwestia mrozu, czy braku ręki, czy najzwyczajniej w świecie nie mam dnia na to, by latać z aparatem przy koniach.
W takie dni nie pojmuję kompletnie, jak przy f2.8 wstrzelić się w ostrość na całej długości konia. Jeśli szarpę się z nikusiem 55-200 na przysłonie 8.0, a pomimo tego ostrość dziwnie mi się kończy na głębokości 60cm – dostaję pierdolca. Teoretycznie przy strzale z 18 metrów powinienem mieć ostrość głęboką na ponad dwa metry. A jednak tak nie jest… Rozumiem – gdyby padał śnieg, była mgła, w obrazie ewentualnie by brakowało kontrastów by AF miał na czym się załapać, ale w czystej sytuacji gdy pięknie obszywka czapraka wyrywa się kolorem z obrysu konia… Gdy w takich warunkach nie umiem się prawidłowo wstrzelić z ostrościa – chce mi się płakać.
Pamiętam moment, gdy miałem przykręconą do puszki sigmę ze stałym f2,8 – byłem w stanie wyrzeźbić nią wszystko. Konie fotografowane podczas przejścia przy padoku idealnie wgryzły mi się w głębię ostrości:
A wczoraj? Szkoda gadać… Tak czy inaczej – popełniłem wczoraj kilka fot. I chyba nie do końca jestem z nich zadowolony. Za dużo pracy wymagały później w postprodukcji. A to nie jest dobre…
Swoją drogą miałem.. hm.. powrót do praktyk z Łabęd. Ukłoniła mi się wiedza, którą posiadłem podczas obcowania zimowego na padoku z karym Avikiem. Czarny koń i biały śnieg – to było wyzwanie… Dzięki tamtym męczarniom w dniu dzisiejszym przestaję się bać śniegu przy czarnych koniach. Do tego za przeproszeniem – Zoner w wersji 12 fantastycznie operuje na wyciąganiu szczegółów z czerni (oczywiście jeśli nie są zbyt ’spalone na czarno’). Efekt? Przy ładnie zbudowanym koniu można od strony cienia wyciągnąć wiele szczegółów budowy / muskulatury kopytnego:
Cholernie to cieszy. A jednocześnie budzi nieco niepokoju: czy aby nie przesadzam ingerując tak bardzo w zdjęcie? Z 2giej strony – dla każdego liczy się efekt końcowy. Tym bardziej, że na dobrą sprawę obecnie komputer nie różni się zbyt wiele od algorytmów wpakowanych do aparatu. Chcąc być całkiem szczerym – chyba bym musiał pracować tylko na kliszy. A na to wczoraj czasu nie miałem.
Kolejny koszmarek wczorajszego dnia skarogniady konik na śniegu. Nie znałem nijak sposobu, by go złapać AF. Musiałbym jechać na manualu – na to czasu nie miałem. Do tego jeździeć ubrany w podobnej tonacji do umaszczenia konia – i mamy horror. Aż się dziwię, że nikuś nie zwrócił się do mnie obiektywem mówiąc: ‘Stary, powaliło Cię? Z czego ja mam tutaj brać pomiar?!??!?’…
Nic, tylko płakać.
Całe szczęście, że jeźdźcy nie mieli nic przeciwko jeździe po ścianie, która mnie najbardziej interesowała. Czyli po tej, która miała najfajniesze swiatło
Wnioski z wczorajszej sesji? Doczytać, czy niska temperatura jest w stanie wpływać na skuteczność działania AF…



