Skarby gubernatora Hansa Franka, czyli szyb na Miechowicach
Małe wprowadzenie historyczne:
Gdzie spoczywają zakopane przez nazistów skrzynie z nieznaną zawartością? W pobliżu dawnego ośrodka szkoleniowego NSDAP w Mikulczycach czy może w jednym z szybów dawnej kopalni Miechowice? A może w jednym i drugim miejscu? Styczeń 1945 r. Na stację kolejową w Biskupicach wjeżdża kolumna niemieckich ciężarówek. Na pakach skrzynie, które ze swojej krakowskiej rezydencji nakazał wywieźć Hans Frank, okryty złą sławą gubernator Generalnej Guberni. W skrzyniach spoczywa niezwykle ceny ładunek. Co dokładnie? Nie wiadomo. Transport opuścił Kraków w ostatniej chwili przed nadejściem Rosjan. Samochody konwojuje uzbrojona po zęby eskorta. Żołnierze czekają na przybycie specjalnego pociągu, do którego przeładują skrzynie. Ale pociąg nie nadjeżdża. Mijają godziny Zdenerwowany dowódca konwoju postanawia nie czekać dłużej. Tajemniczy ładunek zostaje przeładowany na furmanki. Wozy ruszają na północ, w stronę Mikulczyc.
Wokół tej historii zaczęła nam sie kreować wyprawa do miechowickich lasów. Nie mieliśmy w zamiarze latać z łopatą, czy wykrywaczem metali, ale tak ot – odwiedzić jeden z szybów być może powiązany z tą historią.
Jakiś czas temu w zagadce pojawił się nowy element. To szyb południowy kopalni Miechowice. Szyb zasypano w 1934 r., ale pod koniec wojny został w dziwnych okolicznościach reaktywowany przez Niemców, a potem zniszczony na nowo. W jednej z zabrzańskich gazet pojawił się artykuł byłego inżyniera, pracującego w tej kopalni tuż po wojnie. Inżynier podpisany “L.Ch.” miał za zadanie zabezpieczyć wylot szybu. O dziwo nie mógł odnaleźć jego planów, a na temat tego, co się z szybem działo, panowała dziwna zmowa milczenia. Dopiero później inżynier dowiedział się, że na dno szybu spuszczano skrzynie z dziwnym ładunkiem. Pracę wykonywali więźniowie pilnowani przez esesmanów. Sam szyb znajduje się dokładnie w połowie drogi z dworca kolejowego w Biskupicach do Mikulczyckiego ośrodka NSDAP. Konwój musiał więc przyjeżdżać koło niego.
Czy trafiliśmy na wspomniany powyżej szyb? Tego chyba nigdy nikt nie będzie pewien. Faktem jest, że spędziliśmy odrobinę czasu w plenerze brnąc przez krzaki, zarośla, śniegi, zaspy.. Tfu! Jeszcze teraz na samo wspomnienie robi mi się zimno. Jak to wszystko wyglądało? Cóż…
Po dojechaniu na miejsce, odbyliśmy krótki spacerek dość fajnym szlakiem, który w ciągu wiosny / lata / jesieni musi stanowić fantastyczną ścieżkę spacerową. Zimową porą jest to zawalony śniegiem teren, gdzie pod niewinnie wyglądającym śnieżkiem kryją się mroczne, lodowate kałuże tylko czekające na okazję, by zassać nogę zbłąkanego podróżnika.
Dość długo zastanawiałem się, jak to jest, że na terenie lasu są otwarte szyby, pozostawione sobie samym. Jak dla mnie – taki szyb stanowi cholerne niebezpieczeństwo, szczególnie w przypadku, gdy zainteresują się nim jakieś dzieciaki. Jak się okazało, tak wielkim zagrożeniem nasze dziury nie są, bo nijak nie da się do nich trafić
Człowiek, który zejdzie z drogi i brnie przez las na przełaj, może sobie nawet nie wyobrazić, że pośród wystających spod śniegu pozostałości ścian i fundamentów…
…kryje się wejście do szybu:
I tu pojawia się mały problem… Fajnie było rozmawiać o wyprawie, rozpatrywać możliwość włażenia w jakąś dziwną dziurę, ale… Wejść do niej osobiście swoim własnym organizmem, to już… Nieco większe wyzwanie. Gdy cała ekipa zniknęła w mrocznych czeluściach pod miechowickim lasem, a mnie przestał się trząść głos ze zdenerwowania, pomyślałem: no cóż, raz się żyje. Mam na sobie grube, czarne spodnie, więc kleksa strachu nie będzie widać’. I ruszyłem w dół.
Droga do wnętrza ziemi była równie emocjonująca co krótka. Po 2ch potknięciach i 3ch rzuconych kurwach, znalazłem się w dziwnym i mrocznym miejscu, gdzie jedynie światło latarek rozświetlało otaczające nas ceglane ściany. Przyznam się bez bicia – nieco inaczej wyobrażałem sobie podziemną część budynku przy szybie. Zawsze myślałem, że jest to ciąg korytarzy, jakieś tory, zardzewiała lokomotywa, albo przynajmniej drezyna lub taczka – a tu nic. Mało tego: wyprawa przebiegała w duchu zaginionych skarbów, martwych strażników tajemnicy ukrytych skrzyń, a tu nawet żadnego zwłoka, czy talara, a nawet gwoździa z owej skrzyni nie uświadczyłem! Jedynie śmieci i jakaś dziura obok nas:
Szyb – właściwy szyb. Pionowa droga w dół, długa na kilkaset metrów. Jeden z uczestników wycieczki (grotołaz) pokazał nam pewną sztuczkę: wziął cegłę i wrzucił ją w widoczny otwór, uprzedzając byśmy nasłuchiwali. Cegła spadała długo, odbijając się od elementów wewnątrz szybu. Spadała długo. BARDZO długo. W życiu bym nie stanął na widocznym na zdjęciu czopie, bez asekuracji w postaci lin, bungee, krucyfiksu i Always ze skrzydełkami. Bez szans. To nie dla mnie.
Jak wyglądała reszta podziemi? Patrząc do góry widzieliśmy od spodu betonową płytę zakrywającą szyb:
…zaś za naszymi plecami było wyjście z podziemi:
Jak widać, za dużo do zwiedzania nie było. Wrażenia jednak były… jak dla mnie wielkie. Wycofaliśmy się z szybu gdzieś po 20, może 30 minutach. Nie da się ukryć, w pewnien sposób straciłem dziewictwo. W taką dziurę jeszcze nigdy wcześniej nie wchodziłem
Oczywiście na żadne Skarby gubernatora Hansa Franka nie natknęliśmy się po drodze. Znalazłem za to czerwony but i ślady jakiejś sarny w lesie. Normalnie tropiciel ze mnie pierwsza klasa!
PS.: Interesuje Was, jak wyglądał szyb głębiej? Proszę bardzo: Grzebiuszka jakiś czas temu był na dole. Jego fotorelację z tego wydarzenia znajdziecie na http://picasaweb.google.com/grzebiuszka/Miechowice#
*********************
UWAGA!
W naszej wyprawie uczestniczył grotołaz. Bez niego nawet bym nie pomyślał o zejściu pod ziemię. Podczas tej wyprawy na własne oczy (i uszy) przekonałem się, jak cholernie zdradliwe potrafią być ruiny pokopalniane. Odradzam tego typu przygody bez opieki osób, które wiedzią jak zachować się pod ziemią (nawet jeśli zejście jest jedynie na pół metra w dół).
Źródło cytatów: autor: Bartosz T. Wieliński 16-07-2004 Gazeta Wyborcza; “Gdzie podziały się skarby gubernatora Hansa Franka”.








