Za oknem zimno jak w dupie blaszanej śrubki syberyjskiej. Śnieg klei się do butów, jakby mu brakowało wyrazów czułości. A te przekazuję mu codziennie, klnąc rano na wyślizgane chodniki. Koszmar.

Zaczynam więc grzebać gdzieś po dysku i nadziewam się na zdjęcia zrobione kiedyś, gdzieś, chyba podczas wycieczki po Rokitnicy. Nie chyba, ale na pewno. Chciałem tylko wzbudzić nieco niepokoju i niepewności.

Zabrze Rokitnica.

To było cholernie gorące lato. Żar lał się z nieba strumieniami pchając się za kołnierz, wylewając się później litrami potu gdzieś pomiędzy półdupkami. A my pędziliśmy na spotkanie grupy błogosławiąc klimatyzację w samochodzie. Szykowała się ciężka wyprawa. Ruszyliśmy wraz z grupą…

Rokitnica. Zawsze myślałem, że ta dzielnica Zabrza nazywa się RokiEtnica. Nie wiem skąd mi się wzięło to przekonanie. O Rokitnicy wiedziałem niewiele. Kilka lat wcześniej pracowałem tam jako rachmistrz spisowy. Nie interesowała mnie jednak wtedy historia tego miejsca. Bardziej martwiłem się tym, czy zdążę spisać wszystkie staruszki, zanim te mi wymrą narażając mnie na straty finansowe.

Tym razem miałem czas poznać Rokitnicę od nieco innej strony. I zadziwiła mnie ta dzielnica niezmiernie…

Zabrze Rokitnica jest jak dobrze ułożona poduszka. Nie za miękka i nie za twarda. Jest jak drzemka w cieniu drzewa podczas upalnego dnia. Drzemka ze świadomością, że po przebudzeniu znajdzie się pod ręką turystyczna lodóweczka pełna schłodzonego piwa. Rokitnica jest jak szum wiatru na łące u babci za stodołą. Można tam schować się przed światem.

Wycieczka podziwiała jakieś drzewo. Cholera, do tej pory nie rozumiem, ile można gapić się na cholernego Miłorząbia, czy jak to się tam nazywa. O co chodziło? Czy ci ludzie czekali aż drzewo przemówi? Pojęcia nie mam.

Zabrze Rokitnica - Miłorząb

Zabrze Rokitnica – Miłorząb

Rozglądałem się wtedy za czymś ciekawszym. Poznawałem odwiedzane kiedyś miejsca, wspominałem jak w bloku po lewej dziadek poszczuł mnie psem, a w bloku po prawej babcia poczęstowała mnie kompotem. Coś było identyczne, jak wtedy, gdy byłem rachmistrzem. Spokój. Ta dzielnica aż zionęła spokojem. Przemawiała do mnie “zostaw w cholerę ten aparat i siądź dupskiem na trawie, ciesz się dniem”.

Brnęliśmy grupą przez ten świat, poznając dziedzictwo Ballestremów, połykając wyrywki informacji docierające od przewodniczki.

Zabrze Rokitnica - osiedle Ballestrema

Zabrze Rokitnica – osiedle Ballestrema

Jednak tego dnia to nie historia tamtej części miasta była ważna. Ważniejsza była sama dzielnica. To czym była przesycona, wygrało z wszystkim, co wiązało się z wycieczką. Teren Wspólnoty Ruchu Szensztackiego emanował spokojem, zaś najbardziej wydziczałe zakamarki szensztackiego ogrodu potrafiły skrywać za sobą widok na świat, którego w życiu bym nie powiązał z Zabrzem.

Zabrze Rokitnica Wspólnota Ruchu Szensztackiego

Zabrze Rokitnica Wspólnota Ruchu Szensztackiego

Zieleń wypełniająca każdy wolny skrawek wokół, aż zapraszała by do niej podejść i sycić nią oczy. Pchała się w ślepia widza pod setką postaci: będąc drzewem w tle, ogródkiem w dole, muchą-robacznicą z zieloną dupką, która właśnie nasrała na dopiero co wyczyszczony obiektyw.

Zielona Rokitnica

Zielona Rokitnica

 

Zielona Rokitnica

Zielona Rokitnica

Dzień był leniwy. Wszystko z każdym oddechem chłonęło i oddawało ciepło. Kot wylegujący się w cieniu podszedł do mnie domagając się pieszczot.

Kot

Kot

Chyba doszedł do wniosku, że głaskanie na odwal-się-zapchlony-rudzielcu nie jest warte siedzenie na rozgrzanym chodniku. Poszedł więc poszukać szczęścia u kogoś innego. Nie nacieszył się długo naszym towarzystwem. Ruszyliśmy w dalszą drogę.

Rokitnica. Dzielnica opuszczonych asfaltów i samotnych chodników. Przechodząc obok niepozornych budynków, człowiek nie zdaje sobie sprawy z faktu, że kiedyś były centrum kulturowym dzielnicy, gdy to raz w tygodniu kobiety schodziły sie wypiec pieczywo na następnych kilka dni. Piec, rozmawiać, plotkować. Może nawet praprzodek zapchlonego-rudzielca uczestniczył w tych spotkaniach identycznie jak jego potomek domagając się drapania po organiźmie.

Zabrze Rokitnica - piekarniok(?)

Zabrze Rokitnica – piekarniok(?)

Niedaleko obok piekarnioków(?) kolejna perła – stalowe domy. Niedoszły cud budowlany, praprzodek wielkiej płyty. Równie ciekawy, co odpychający. Mieszkać w konserwie…

Zabrze Rokitnica stalowe domy

Zabrze Rokitnica stalowe domy

Pewnie można się z czasem przyzwyczaić. Co innego pozostaje?

Ruszamy w dalszą drogę. Żar nie daje za wygraną. Dzielnica niezmiennie namawia do spocznięcia w trawie. W końcu dajemy się skusić. Gdy grupa zwiedza jeden z kościołów – zaszywamy się pod drzewem obok, pobekując po Coli jak młode łosie. Korzystamy z Rokitnicy.

Kilkanaście minut później jesteśmy znów w drodze. Przepychając się przez żar, brniemy w stronę Grodziska – czyli tego, co zostało po pierwszych osadnikach na tym terenie. Na miejscu spoglądam w górę – na szczycie wzniesienia znajduje się Dominium. Zakochuję się w tym budynku. Podchodzę i podnoszę głowę…

Zabrze Rokitnica Dominium

Zabrze Rokitnica Dominium

O jasna cholera…

Zabrze Rokitnica Dominium

Zabrze Rokitnica Dominium

Urodziłem się nie w tych czasach, co trzeba.

Wracamy do samochodów. W ich wnętrzu wita nas klimatyzacja radośnie merdając na nasz widok jakimiś starymi liścmi w jej przewodach. Odwracam jeszcze głowę mówiąc Rokitnicy ‘dowidzenia’.

*********************************************

Minęło prawie pół roku od tej wycieczki. Jest 11 stycznia. Na dworze poniżej zera. Śnieg nadal czai się za drzwiami na moje buty. A jutro trzeba wstać o 5 i iść z do pracy.

Kurwa mać.