Archiwum dla styczeń, 2010
Zabrze – Kopalania Guido
stycznia 24th
Kopalnia Guido. Od dawna wiedziałem, że taka istnieje. Zawsze rzucała mi się w oczy, gdy przejeżdżałem ulicą 3-go Maja. Gdy pojawiła się informacja, o planach jej otwarcia dla ruchu turystycznego, przyjąłem to z.. na pewno nie z radością. Jednak można powiedzieć, że bardzo optymistycznie odniosłem się do tego pomysłu. W końcu Zabrze miało okazję posiadać coś niezwykłego…
Nie wiem, czy to moja ciekawość, czy zwykła chęć udowodnienia sobie czegoś, ciągnęły mnie na Guido. Kopalnia budziła moje zainteresowanie nie tylko ze względu na swoje wartości historyczne, ale także pociągała mnie jako sposób na poznanie tego, z czym zmagał się mój Ojciec przez długi czas. Kilka lat po tym, gdy przeszedł na emeryturę, pojawiła się okazja zjechania na dół. Dostałem możliwość zobaczenia świata, który był źródłem utrzymania naszej rodziny.
To była to Noc Muzeów, rok 2008. Zabezpieczony kaskiem i uzbrojony w swój sprzęt stanąłem przed klatką windy. Czy był ze mną strach? Z pewnością był swojego rodzaju niepokój. Może nawet obawa. Wiedziałem jednak, że gdyby coś się stało – zawsze przyjdzie nam z pomocą drużyna ratownicza. Taka sama jak ta, w której działał mój Ojciec.
Kopalnia Guido, poziom 170. Byłem tam tylko raz. Miejsce brutalnie standardowe jak każde inne muzeum. Nic więcej, niż wystawa eksponatów dotyczących górnictwa. Jednocześnie pobudzało ciekawość, jak wygląda w rzeczywistości szyb bez gablot, wystawek i uporządkowanych pomieszczeń o wyszorowanej podłodze. Jak kopalnia wygląda w rzeczywistości?
Zwiedzałem więc poziom 170 chłonąc obrazy, nie wiedzę. Nie była mi ona potrzebna do ułożenia sobie w głowie przekonań na temat pracy pod ziemią. Szukałem emocji i atmosfery, która towarzyszyła kopalni. Zacząłem to odnajdować przy okazji kolejnych zjazdów pod Ziemię.
Poziom 320
Pierwszy raz zajrzałem na tę głębokość przy okazji wykładu p. Walerjańskiego. Skierowany z windy bezpośrednio do Sali ‘wykładowej’, miałem możliwość jedynie zerknąć na zamknięte drzwi i tamy prowadzące głębiej. Wiedziałem już wtedy, że gdzieś za tymi bramami czeka na mnie to, czego faktycznie szukam w podziemiach kopalni Guido.
W końcu się doczekałem. Któregoś dnia udało nam się dostać na 320 bez otoczki rozentuzjazmowanych turystów zabijających atmosferę miejsca. Byliśmy tylko my – grupka ludzi z aparatami, nasza ciekawość i nasze pomysły na oddanie obrazu tego miejsca.
Brnąc pod opieką przewodnika przez klaustrofobiczne chodniki, dotykając ścian rwanych zębami kombajnu zacząłem rozumieć, dlaczego praca na kopalni jest taka… niepowtarzalna? Ścieranie się sił przyrody i ludzkiej chciwości mogło trwać jedynie dzięki wspólnocie, którą tworzą ludzie zmagający się ze skałami próbującymi zgnieść wszystko co je drąży i bezcześci swoimi stopami. W walce przeciwko skałom niosącym śmierć mogła pomóc jedynie ludzka solidarność i wzajemne zaufanie. Właśnie ta lojalność wobec siebie i wiara w czuwającą nad górnikami siłę pozwala nie oszaleć setki metrów pod ziemią.
Dzieje kopalni, czy rodu Donnersmarcków – to wszystko jest jedynie rysem historycznym. Z czasem być może popadnie to wszystko w niepamięć. Nikt nie będzie już chciał przekazywać potomnym wiedzy na temat rodziny, która pozwoliła miastu się rozwijać. Niezmienna pozostanie tylko jedna rzecz: emocje towarzyszące zgłębianiu chodników i moment, w którym do człowieka dotrze świadomość, że kopalnia to nie tylko obiekt po którym można chodzić, który można fotografować. Świadomość, że pod skałami kryje się coś więcej prócz czarnego złota. Skrywa się tam jakaś forma ludzkiej solidarności w walce z siłami przyrody, w walce o życie.









