Średni format – pierwsze starcie
Dzięki uprzejmości Nemo, w moje ręce trafił jakiś czas temu trafił ‘na chwilę’ PSix z ciekawym obiektywem – 180mm f2,8 Zeissa. Pierwszy raz w życiu miałem do czynienia ze średnim formatem. Kilka dni po krótki przeszkoleniu, trafiłem z aparatem do stajni, gdzie postanowiliśmy cyknąć kilka zdjęć.
Materiał na którym przyszło mi pracować, to Ilford PAN 400 (b/w). Z braku osprzętu, pomiar robiłem na nikusiu d80 z przykręconym 55-200 Nikona. Jako, że przy 180 mm nikuś oferował najjaśniej f 5.6, zmierzyłem czas dla tego światła i przeniosłem pomiar na średniaka.
Tia.. to było zdecydowanie ciekawe doświadczenie. Praca przez kominek jest fantastyczna, mniej męczą mi się oczy. Dodatkowo czas – każde pstryknięcie to kilka minut przygotowań, długie chwile skupienia i analizy, czy to, co widzę na matówce jest tym, co chcę zachować. Fantastycznie mi się pracowało…
Zdjęcia z tamtej sesji? Cóż. Są. Obawiam się jednak, że podczas skanowania materiału, musiały być jakieś problemy. Materiał cyfrowy był mocniej doświetlony z góry. Na filmie nie widziałem różnic w jasności. Zapewne będę kiedyś musiał zeskanować film raz jeszcze, by wykluczyć błędy aparatu lub skanera.
Koniec pierdzielenia, czas na zdjęcia:
Wnioski z sesji? Eh… Średniak to fantastyczna zabawka. Gdyby się go tak pouczyć kilka lat… Fantastyczne zdjęcia mogą się z tego rodzić. Tak czy inaczej – jestem w miarę zadowolony z sesji. Nie powypalałem zdjęć, względnie wstrzeliłem się z ostrością, chyba może być, jak na pierwszy raz…
