Zostawmy na chwilę zjawisko pt. Jelonek, zajmijmy się czymś nieco bardziej przyziemnym, czyli… Wyjazdem do stajni.

Miałem dziś przyjemność narażać życie podczas brnięcia przez pniowieckie pola w śniegu po kolana. Zima nie żałuje sobie, więc nasrutowało śniegu solidnie. Nie wiem po co, ale niech będzie. Pocieszam się myślą, że tej zimy powymarza w cholerę cała komarza brać. Nie zmienia to jednak faktu, że dojście do padoku zajmuje dwa razy więcej czasu niż zwykle. Jedyną osobą(?) w miarę zadowoloną jest pies. Nie wiem co on ma na celu waląc twarzą w śnieg i zanurzając w nim głowę. Może wydaje mu się, że kombajnem górniczym? W jego przypadku już nic mnie nie zdziwi…

Zostawmy tego psa, czas przejść do sedna sprawy: wpadłem na pomysł, by po wczorajszych testach koncertowych słoika f2,8, pokatować go tym razem na padoku. Pierwsze wrażenia? Płakać się chce. przy otwartej na max przysłonie i blendującym śniegu, jakakolwiek zmiana oświetlenia wyczynia cuda z histogramem. Do tego za nic w świecie nie sprzyjały mi dziś warunki ;/ Musiałem pracować na priorytecie przysłony, szalejące światło nie pozwalało w miarę sprawnie pstrykać na pełnym manualu. Do tego wszystkiego… pamiętacie jak kiedyś napisałem, że czasami lepiej odstawić aparat i konie? No to właśnie dziś miałem taki dzień. Odpstrykałem więc to, o co żona prosiła, palnąłem sobie kadr czy dwa wg jakiegoś zadania, którem sobie narzuciłem do skorygowania i można było wracać. 

Gdzieś w lesie

Gdzieś w lesie

Właśnie uświadomiłem sobie jedną ciekawą rzecz: pies mokry od śniegu śmierdzi mniej, niż pies przemoczony deszczem. Ciekawe dlaczego tak jest…