Archiwum dla luty, 2010
Odrobinę wiosenniej
lutego 21st
W końcu zrobiło się nieco wiosenniej… Słońce wylazło nad ranem zza chmur, pozwoliło się przez chwilę cieszyć życiem. I focenie też miało jakby jakiś większy sens.
Sens. No właśnie. Gdzie jest sens ciągłego latania z aparatem? Co jest celem nauki, do czego dążę starając się sprostać kolejnym stawianym przed sobą celom i wymaganiom? Co chciałbym pokazać światu swoimi zdjęciami. Ładne portreciki koni? Czy to one są celem? Czymś, co jest nieprzemijalną wartością? A może zdjęcia studyjne, gdzie wytworzona sztucznie rzeczywistość ma coś pokazać widzowi zalatując plastikiem?
Nie wiem. Dojrzewam. Cały czas wydaje mi się, że czuję się szczęśliwszy, gdy mogę zdjęcia połączyć z tekstem. Gdy mogę opisać to, co miałem na myśli zwalniając migawkę. Gdy… mam możliwość napisania, z jakiego powodu zrobiłem dane zdjęcie i uzasadnienia, dlaczego bym zrobił je jeszcze raz.
Z jednej strony otaczanie zdjęcia tekstem, może być narzucaniem kontekstu. Odbierać widzowi możliwość własnogłownej interpretacji tego, co widzi. Z 2giej jednak – społeczeństwo przestaje myśleć, musi mieć podane wszystko na tacy. Przyzwyczaiło się do tego, że ktoś odwala za nie wszystko z myśleniem łącznie – za odpowiednią opłatą oczywiście. Traktować więc widza jak głupca? Być może. A może to droga, sposób na to, by stać się bardziej zrozumiałym? Nie narażać się na brak zrozumienia? Cholera wie…
Z 3 lata temu kupiliśmy nikona d40. Po miesiącu mogłem powiedzieć, że uczę się fotografować. Uczyłem się panować nad sprzętem. Minęły miesiące. Nadal uczę się fotografować. Uczę się panować nad sobą.
Wczoraj przesiedzieliśmy kilka godzin na spotkaniu z Tomaszewskim. Kilka mądrych faktów, kilka ciekawych opowieści, kolejny obraz fotografa, który pracując aparatem zarabia na życie. Tworzy na zamówienie. Szuka siebie w kolejnych zleceniach. Smutne. Nie w tym jest cel. On. Jeździ po najwspanialszych miejscach na świecie. A gdzie sam chciałby pojechać?
A ja siedzę U Siebie. Kolejny dzień pobierania nauk gdzieś pomiędzy stajnią, a leśną głuszą. I w końcu to wytęsknione słońce. Od razu świat nasycił się treścią. Zapachniało światłem i cieniem i każda z drobin zieleni które przetrwały zimę, darła się wniebogłosy. Zapachniało życiem. Brakło mi jedynie blendy i kogoś do pomocy. Mógłbym wtedy mieć Jedno-Z-Tych-Zdjęć. Ale i tak nie jest źle ze światłem jak na godzinę 11…
Wiosna? Oby jak najszybciej.


