Cholernie nie lubię, gdy czas przegalopowuje mi przez palce. Nie to, że martwi mnie fakt starzenia sie, czy czegoś w tym stylu… Uciekający czas sprawia, że sam będąc w pędzie nie mam chwili dla siebie. Momentu, gdy mogę siąść do klawiatury i uszeregować wydarzenia ostatnich dni, spisując je sobie jako materiał do późniejszej analizy.

A ostatnie dni nie sprzyjały takim moim własnym momentom…

Alicja w krainie czarów

Alicja w krainie czarów

W pewnym momencie siedząc w kinie zastanawiałem sie, jak tu ułożyć swoje cielsko, by w miarę wygodnie uciąć sobie drzemkę. Tak tak. Pierwszy raz w życiu rozważałem w kinie możliwość kimnięcia się na filmie. Które dzieło tak mnie zafascynowało – pytacie? “Alicja w krainie czarów”. Nie wiem, czemu widząc nazwisko Burtona nie domyśliłem się, co może mnie czekać. Nadzieje wiązane z Deepem na ekranie były równie duże, co rozczarowanie z roli która mu przypadła. Dochodzę dziś do wniosku, że Deep potrafi dać tak wiele z siebie na pierwszym planie, że szkoda jego kunsztu na obstawianie dalszych planów. Chyba szukałem na ekranie częściej Deepa niż głównej bohaterki. Tia… Oczekiwałem od ekranu czegoś innego, niż film był mi w stanie zaoferować. “Alicja” nie będzie zbyt długo gościć w mojej pamięci.

Aha. Nie zasnąłem w końcu. Nie mogłem się jakoś ułożyc ;)

Ogólnie ostatnie kilkanaście dni to momenty, gdy wpadał mi w ręce materiał będący świetnym punktem wyjścia do poszukiwań, analiz i przemyśleń. Zaskakująco wiele myśli musiałem poświęcić książce, która nie wydawała mi się na początku czymś wybitnie zajmującym. Sięgnąłem po “Łups!” Pratchetta tak ot, z ciekawości co też tym razem wygrałem w konkursie. O dziwo książka w ciagu 20 stron wciągnęła mnie ostatecznie i definitywnie. Nie porwała jednak swoją fabułą, czy światem który kreowała. Zafascynowała mnie jako obiekt badań, szczur do obserwacji którego interesująca mnie płaszczyzna była gdzieś zawieszona pomiędzy fabułą, światem, a sposobem, jakim pisarz wystrugał słowami tych kilkaset stron. Pratchett napisał jak dla mnie – dziwną książkę.

Terry Pratchett Łups!

Terry Pratchett Łups!

Strasznie przyrównuję go do Sapkowskiego – wszak to jedyny pisarz fantasy, którego świat pochłonąłem za jednym razem. W czym tkwi dziwność dzieła Pratchetta? Pratchett zawiesił się gdzieś pomiędzy stworzeniem swiata, a umiejscowieniem w nim fabuły. Sapkowski tworzył fantastyczną fabułe umiejscowioną w jego własnym Uniwersum nie przejmując się jego opisem. Z fabuły Sapka obraz otoczenia wyskakiwał sam, był oczywisty niepodważalny, od razu człowiek rozumiał, że czarodziejkę też swędzi dupa, a wampir może być spoko kolesiem. Pratchett stworzył coś, co nie podążało scieżką wydarzeń w wykreowanym świecie. To coś zawarte w literach sprawiało, że gdy nudziła mi się fabuła, oglądałem otoczenia bohatera, szukałem informacji o nim i analizowałem je. Musiałem sam dążyć do poznania środowiska życia bohaterów – obraz ten nie trafiał do mnie samoistnie. Może to tylko inny sposób narracji, może to kwestia tego, jak autor pisze, a może to kwestia mnie jako czytelnika – osoby, która była wiecznie rozdarta pomiędzy dostojnością Yennefer, a ‘powabem’ młodziutkiej Triss. Czytelnika, którego gówno obchodziło, jak wygląda świat wokoł czarodziejek – samo przez się rozumiane było, że musi być… inny i czarodziejski nieco. Jednak nie miało to znaczenia – gorsza była wewnętrzna walka z zazdrością o Yenn, czy smutkiem po domniemanej stracie Triss pod Sodden. I wiecie co? Nie obchodził mnie wygląd ich świata. W zderzeniu z fabułą i postaciami – nie było to ważne. A u Pratchetta? Cóż… Gdy fabyła w ząbki kole – zajmijmy się czymś innym…

Nie zmienia to jednak faktu, że chwile spędzone z “Łups” uznaję za bardzo udane. W mniej czy bardziej pozytywnym stopniu dawno żadna książka nie zajęła mi tyle mózgownicy. Z pewnością czasu nad nią spędzonego nie będę uważać za zmarnowany :)

Co będzie następne? Myślę, że “Narkomanka” – książka, z którą rozwodzę się od pół roku i do której od pół roku co chwilę wracam. Taka ot – jedna z tych, co to czekają wiernie w schowku samochodu na moment, gdy sobie o niej przypomnę…