blog
Ziarko do ziarnka…
kwietnia 18th
Milion-pińcet-sto-dziewińcet. Czy coś w okolicy tego. Tyle zdjęć mógbym zrobić w ostatnim miesiącu. Ale nie zrobiłem. Milion-pińcet-sto-dziewińcet. Tyle zdjęć mógłbym obrobić na komputerze. Jednak tego też nie zrobiłem. Wykonałem za to trzy klisze. Trzy.
Zaczynam teraz rozumieć jak to jest, że zaczynają znikać fotografie ludzi, którzy podejmują naukę w kierunkach foto. Dostaje się wtedy delikatnego szturchańca sygnalizującego: wiesz co robisz, nie do końca wiesz z jakiego powodu to robisz, ale za cholerę nie wiesz co z tym zrobisz. No chyba, że walisz zdjęcia do kotleta.
Tia. W moim przypadku jedyny kotlet, to kotlet z konia. Kotlet a`la B-W, doprawiony średnim iso, z delikatną nutką analogii. Wysmażony dla samego siebie.
Siedziałem dziś rano gapiąc się przez kilkadziesiąt minut w dwa zdjęcia. Dwa bardzo ważne punkty, na podstawie których wytyczyła się prosta, będąca startem. Kolejne punkty mogą wyznaczać drogę, zaś ostatnie dwa – metę. Zacząłem dziś rozumieć, czym się różni chemia od binarnego pakietu zaszytego gdzieś na doprawionej krzemem płytce. I pojąłem, że zamiast tworzyć obrazy ładne, mogę nimi budować większą całość. Zamiast podgryzać co chwilę marchew, czosnek, chłapnąć mięsa, ziemniakiem zagryźć – mogę to wszystko systematycznie układać w garnku i tak długo doglądać ilości składników, ich rozkładu, układu i intensywności, że będę w stanie przedstawić gotową potrawę niosącą przemyślany bukiet obrazów, skojarzeń i emocji. Tia. Mam na kliszy marchew i czosnek. Jeszcze sporo składników do zdobycia.
A w międzyczasie niezmiennie pracuję z Dziwką. Poznajemy się dzień po dniu, narzucam sobie kolejne zadania – kroki do zrealizowania i staram się systematycznie odrabiać narzucone sobie prace. Czuję w dłoniach efekty. Zaczynam podświadomie przykręcać ogniskową gdy nieco bliżej osiem kopyt skacze sobie do oczu, ścinam radośnie latające fotony, gdy pcha mi się w kadr przestrzeń gdzie takowe grasują nieokiełznane. Cieszy mnie to. I może przynosi to już jakieś efekty.
Tia. Chyba by się przydało jakieś zdanie na zakończenie. Nie mam pomysłu na takowe. Leci Depeche Mode, kaczka zakopana, jutro trzeba iść do pracy. I zgubiłem Iloforda 400/36.
