książka
Pod kopułą – Stephen King
kwietnia 8th
Tia… Stalo się.
“Pod kopułą” Stephen King
Po około 2ch tygodniach skończyłem chłonąć tę książkę. Wrażenia? Wow…
Reklama mówiła: King wraca do formy. No i faktycznie. Autor dowalił z grubej rury, poszedł po całości i zrobił mi ucztę równie doskonałą, jak za czasów gdy pochłaniałem “Sklepik z marzeniami“. Zanim przejdę do rozpływania się nad “Pod kopułą”, muszę się podzielić swoim maleńkim odkryciem łączącym “Sklepik z marzeniami” z ostatnią powieścią Kinga: Chester`s Mill (miejsce wydarzeń ostatniej książki) leży obok… Castle Rock
A co to jest to Castle Rock? Pozwolę sobie zacytować część recenzji “Sklepiku”:
“Tajemniczy przybysz z Europy, Leland Gaunt otwiera w Castle Rock sklep, w którym można kupić “wszystko, o czym zamarzysz”. Ceną za zrealizowanie marzenia nie są jednak pieniądze, lecz…”
Zbieg okoliczności, czy też może King buduje sobie mały własny stan w USA? A może to rzeczywiste miejsca? Muszę kiedyś to sprawdzić
Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli King ma zamiar opierać się terytorialnie książkach na okolicach Castle Rock i Chester`s Mill, to ja nie mam nic przeciwko, jeśli tylko będzie to owocować równie doskonałymi książkami
Wróćmy do “Pod kopułą”. King (jak już wspominałem) poszedł po całości. Zaczął od krwotoku tętniczego, okrasił to wylewem krwi do mózgu, a potem było już coraz ciekawiej. Książka od samego początku wciąga niczym szambo na podwórku u babci Jadwigi. Postacie są tak bogato przedstawione, że po 400 stronach czytelnik jest w stanie z 2gim czytelnikiem pobić się o interpretację bohaterów. Przy 600 stronie miałem wrażenie, że znam postacie z książki osobiście, po 700 byłbym w stanie jednej z nich pożyczyć pieniądze, zaś po 900 byłem gotów pisać wniosek o adopcję kilkorga z nieistniejących dzieciaków. P-O-E-Z-J-A!
Nie ukrywam – “Pod kopułą” nadało mi sił do zmierzenia się z kolejnymi, czekającymi już na półce książkami Kinga. “Historia Lisey” czeka na mnie już ponad pół roku. Chyba trzeba ją będzie połknąć z rozpędu

