Zakup

Naszą d40 kupiliśmy w Media, wyszło tego w sumie 1700zł: aparat + karta pamięci 2gb, do tego etui. Pozostałe akcesoria fotograficzne? No cóż… wyszliśmy z założenia, że reszta dodatków pojawi się dopiero wtedy, gdy już uda nam się poskromić aparat w wersji podstawowej.

Pierwsze wrażenia

Aparat okazał się zadziwiająco… lekki. Po zmontowaniu zawartości pudełka w całość (czyli założenie obiektywu, wsadzenie baterii i karty pamięci) ukazał nam się nawet niewielkich rozmiarów aparacik (w porównaniu do innych lustrzanek oczywiście). Aparat dość ładnie układał się w dłoni, obiektyw nie przeważał całością do przodu. Zarówno w moich dość sporych łapach, jak i w dłoniach Kaśki wszystkie przyciski, pokrętła oraz inne wszelakie knefle są dostępne i wyraźnie wyczuwalne.
Co ważne – nasz nikon (pomimo pochodzenia z dolnej półki lustrzanek) jest wykonany z materiału, który daje poczucie, że ten aparat fotograficzny nie rozpadnie nam się w dłoniach przy lekkim stuknięciu, czy mniej delikatnym położeniu go np. na stole.

Co ważne wg mnie: skrócona instrukcja i reszta dokumentacji pozwalają bez obaw poskładać całość do kupy nawet osobom, które mają lustrzankę pierwszy raz w dłoni i są im obce dodatkowe obiektywy oraz ich montaż.

Pierwsze ‘testowe’ cyknięcia

Już pierwsze zdjęcia pokazały wyższość nad starym cyfrowym kompaktem. Korzystając z trybu automatycznego, można było zauważyć o wiele lepsze odwzorowanie kolorów, czy lepszą ostrość zdjęć. Wzięliśmy się więc za intensywne testy. Efektem owych testów było chowanie się psa pod dywan, gdy tylko psisko dostrzegło wycelowany w swoją stronę aparat ;)
Gdy mieliśmy już z psem zrobiony pierwszy milion zdjęć (oczywiście 99,9% fotek poszło do kosza), zainteresowałem się ‘tą obszerniejszą’ instrukcją obsługi.  Ale o niej już w innej notatce.

2008-06-16