Wpisy otagowane padok
Pniowiec Zadymowiec
lutego 7th
Tia… Nie mogę się doczekać wiosny. I chwili zwanej ‘pięć minut po wiośnie’, czyli momentu, gdy jesteśmy trzy sekundy po montrualnej eksplozji zieleni, która jeszcze nam nie spowszedniała. Tia.. Zdecydowanie.
Zaczynam mieć dość zimy. Koloru białego, koloru szarego, gołych drzew z kretyńskimi wyrazami twarzy i wiecznie równego, lejącego się przez chmury światła. Zero gry w tym wszystkim, zero cienia, wszystko nijakie i z dupy wyjęte. Zmarzniętej - nawiasem mówiąc.
Coraz mniej mnie cieszy błąkanie się po zaśnieżonym padoku i polach, gdzie człowiek zapada się po kolana w śnieg. Jedynie pies ma kupę radochy z tego wszystkiego. Pies. Czasami go nie ogarniam. Próby pojęcia jego skretyniałych zabaw wyniszczają moją psychikę. Nie jestem w stanie go ogarnąć
Autentycznie – ta cholerna zima odbiera człowiekowi radość z focenia. Bo ile można gapić się na świat, gdzie jedynym problemem jest czas i balans bieli? No dobra, jeszcze przysłona. Brakuje mi w tym wszystkim nasycenia kolorami, zieleni tak smakowitej, że aż chrupiącej, czerwieni od której nawet burak wstydzi się pokazać i błękitu rodem z godzin popołudniowych letniego dnia.
A idź ty pani zimo w pizdu!
Wróćmy jednak do Pniowca – wszak to Pniowiec w tytule się pojawił. Czemu zadymowiec? Bo jakieś dziwne zadymy dziś były na koralu… Nie wiem o co koniom poszło, może się cieszyły z wyjścia, a może czując (oby!) nadchodzącą wiosnę, postanowiły się wzajemnie pokryć nie widząc przeszkód w tym, że były tej samej płci… Nie jest to teraz ważne. Ważne, że w trakcie zadymy nie dostałem rykoszetem w morde z podkowy i nawet zdążyłem coś cyknąć, nim szalejąca kopyciasta brać znudziła się wzajemnym podgryzaniem. A… Przy okazji dostałem dziś świetną nauczkę: jeśli słońce na to pozwala – ustawiać się plecami do wschodu. Powód? Popatrzmy co się dzieje, gdy tego nie robimy:
Jak widzimy na powyższym zdjęciu, oraz na zdjęciu poniższym…
Przez cały czas wpychają się w kadr zabudowania. A fe! Jednak jeśli przesuniemy się plecami na wschód…
…zabudowania znikają, a w ich miejsce wchodzą jakże liczne drzewa (tia, w rzeczywistości stoi tam takich pięć, czy sześć badyli, ale wystarcza).
Jak więc widać – dzisiejsza wizyta znów mnie czegoś nauczyła. Co i tak nie zmienia faktu, że nie lubię zimy i nawet nie wiem, czy w akcie sprzeciwu wobec aury nie wysikać na śniegu jakiegoś epitetu skierowanego do pogody. Niech wie, że mam jej dość! A co!




