Wpisy otagowane wrocław
Wrocław, Zabrze, Dead Can Dance.
listopada 30th
Nadchodzi kilka dni luzu. Najpierw dwa dni w pracy, później dzionek poświęcony konferencji Microsoftu, zaś na koniec dzień wolny z okazji nie-mojej-okazji. I uczelnia.
Niesamowite jest, jak bardzo świadomość nadchodzących dni poświęconych odetchnięciu jest w stanie dodać skrzydeł w ostatnich dniach walki na polu wyścigu szczurów. Palce aż same proszą, by zacząć walenie nimi w klawiaturę, by pozwolić im na to, by stały się ujściem setek pomysłów w głowie, bez względu na to, czy jest owym pomysłem bardziej zoptymalizowane zapytanie raportowe, lepiej dopieszczone zdjęcie, czy sumienniej podrapany pryszcz na dupie.
Póki co mamy poniedziałek pełen odkryć. I prezentów. Jeden z nielicznych poniedziałków, gdy człowiek jest zaskakiwany jedynie w pozytywny sposób… Aż dziwne, prawda? Niby poniedziałek zawsze jest pesymistyczny, a tu jednak…
Wlazłem dziś na chwilę na balkon w gazowni. Potrzebowałem chwili na przewietrzenie mózgu. Wdrapałem się na górę i… zatkało mnie. Zawsze sądziłem, że najlepszy miejscem na obserwowanie wschodu podczas podróży dom -> praca jest wiadukt nad dworcem:
Wschód nad Zabrzem – ustrzelone komórką
…a jednak nie. To co jakieś 10 minut przed godziną siódmą przywitało mnie na niebie, zabiło mnie. Muszę wdrapać się na balkon z aparatem. Zdecydowanie. Nieodwracalnie i niepowtarzalnie. Aż do obrzygania.
…naprawdę, zawsze sądziłem, że w Zabrzu należy doszukiwać się piękna. Dziś zostałem tym pięknem wystrzelany po mordzie.
Hm… Długo wydawało mi się, że Wrocław kładzie Zabrze na łopatki swoją reprezentacyjnością. Nawet fotka Wrocka strzelona komórką ma swoje 2gie dno pełne emocjonalnych skojarzeń z miejscem, czasem, zapachem powietrza i smakiem ścian. Nie, dziś Wrocław przegrał z Zabrzem. Definitywnie.
Wrocław – ustrzelone komórką.
Tia… Jutro wezmę do pracy aparat.
Ps.: a gdzie Dead Can Dance? To proste: u mnie na winampie. Bo tak.
